Każdorazowo motyw dywanu jest inny i często powiązany z przypadającymi rocznicami lub ważnymi dla Belgii wydarzeniami.
Bardzo chciałam to zobaczyć, a w tym roku w którym to było bardzo realne, niewiele brakowalo by się impreza nie odbyła. Przyczyną były upaly. Na szczęście wykorzystywane w tym celu begonie są odporne na działanie słońca i zmiennych warunków atmosferycznych, a przy tym długo zachowują świeżość. To ważne, gdyż dywan jest układany na bruku rynku z kwiatów ciętych. Kwiaty są układane ciasno, tak by precyzyjnie oddać zaprojektowany motyw oraz by uniemożliwić ich wywiewanie przez wiatr. Dlatego też do powstania każdego dywanu potrzeba nawet do miliona kwiatów.
W tym roku częściowo kwiaty zastąpiono korą i trawą. Tematem gigantycznej tegorocznej kompozycji jest Guanajuato, stan uchodzący za dumę Meksyku, w którym również tworzy się kolorowe kwiatowe dywany.
Wybierając się w tym celu do centrum Brukseli warto jednak zostawić gdzieś auto i poruszać się komunikacją miejską. My tak nie zrobiliśmy i mój mąż wykazał się anielską cierpliwością kilkanaście razy objeżdżając centrum w celu znalezienia miejsca do zaparkowania. Po raz drugi niewiele brakowalo, by dywanu nie zobaczyć.
Dotarliśmy w końcu i my z Zosią wtopiłyśmy się w tłum by nacieszyć wzrok widokiem.
Ze stania w półtora godzinnej kolejce do platformy widokowej zrezygnowałysmy. Obeszłyśmy ekspozycję dokokoła.
Fantastyczna przygoda polecam, warto zobaczyć to na żywo. Następna szansa w 2020roku.