piątek, 27 stycznia 2017

Narty czyli to na co się czeka każdej zimy

Ponownie odwiedziłyśmy ośrodek narciarski Dwie Doliny.
Mimo planów, z tatą się nie udało, ale tym razem towarzyszyła nam moja koleżanka z dwoma synami. Zosia trzecią z rzędu przygodę narciarska rozpoczęła od lekcji z instruktorem i przyznam tu, że to jest niezwykle ważne.
Doświadczyłyśmy na przykładzie innych jak można przeliczyć swoje siły na zamiary. Mam nadzieję, że moja córka wyciągnie z tego życiową lekcję, nie ma co się oszukiwać i udawać że po jednym pobycie na nartach jest się już mistrzem świata i okolic. Trzeba dla własnej spokojności przypomnieć sobie podstawy, zrobić rozgrzewkę a nie huzia na Józia ;-).
Pierwszego dnia pojechaliśmy na naszą ulubioną trasę Szczawnik II i tam spędziłyśmy uroczy dzień. Jazda tam jest łagodna i sprawia nam dużą przyjemność. Ale zbyt łatwo być nie może, wracać należy najtrudniejszą dla nas trasą, dziś już przypomnianą przy pani instruktor :-).
Po poprzedniej nocy, kiedy to przeżyliśmy ''ćwiczenia z ewakuacji z dymiącego się autokaru na autostradzie'', dniu pełnym emocji i wrażeń spędziłyśmy roześmiany wieczór na zajęciach w tzw podgrupach.
Drugi dzień był pod hasłem odrabiania zadań które dostałyśmy od swoich instruktorek, (bo, ja w tym roku też wykupiłam sobie godzinę - ta szkoła już pięć razy z rzędu uzyskała tytuł najlepszej szkoły narciarskiej w Polsce, i chciałam też by ktoś fachowym okiem ocenił moje umiejętności, ponieważ jestem samoukiem). Ćwiczyłyśmy sumiennie, jeździłyśmy wykonując ćwiczenia na różnej trudności trasach. Dzień zakończony tradycyjnie na dole w barze na szarlotce ;-).


Po powrocie do pensjonatu, kolacji i krótkim odpoczynku ruszyliśmy na zaplanowaną atrakcję w postaci kuligu, ogniska itp. Śpiewom i Śmiechom nie było końca.

Dłuugi to był wieczór, skutki odczuwalne następnego dnia :P ale nie ma, że boli, że niedziela. Od 9:30 na stoku i tak do obiadu i powrotu do domu. Zosia szczęśliwa, ja również. Tym razem bez żadnej kontuzji, warunki narciarskie świetne szkoda tylko że czasu i kasy nie starcza na dłużej i więcej. Postaramy się jak zima pozwoli odwiedzić górę Kamieńsk i jeszcze raz poczuć tą narciarską  moc ;-)


W drodze powrotnej do domu, spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka i atrakcja,ponieważ spotkaliśmy ekipę aktorów i Zosia miała okazję zrobić pamiątkowe zdjęcie
z jednym z braci Mroczków.

Gramy z pompą

Gdy kilka lat temu ponownie zgłosiłam się do organizacji imprezy w ramach finału WOŚP hasłem przewodnim było ''Gramy z pompą''.

 
Dotyczyło to zbierania na pompy insulinowe dla najmłodszych, ale mnie to też zagrało bo ja właśnie organizowałam wieczór koncertów. Bardzo mi podpasował ten tekst i ja jakoś co roku mam poczucie że włączając się do akcji gram z pompą ;-). Wtedy też Zosia po raz pierwszy była wolontariuszem.

Od tego czasu kontynuujemy to. Nigdy jej nie zmuszam, w listopadzie/grudniu ma podjąć decyzję czy zgłaszamy ją jako wolontariusza i dopóki będzie wyrażać wolę ja nie będę jej zabraniać. Jednakże jestem konsekwentna i zgłoszenie oznacza że nie ma szans na lenistwo i rzetelnie trzeba do sprawy podejść. Rano idziemy po identyfikator i puszkę, zbieramy idąc przez miasto i mówiąc do każdej napotkanej osoby piękne i szeroko uśmiechnięte ''dzień dobry''. Miny ludzi są czasem bezcenne ;-) ale zazwyczaj odpowiadają równie szerokim uśmiechem więc wszystkim się robi miło. Spacerujemy do czasu mszy dziecięcej w naszej parafii (chowamy identyfikator i puszkę) i udowadniamy sobie i przeciwnikom że da się wszystkie idee połączyć jak się chce ;-). Po obiedzie marsz po mieście ciąg dalszy- gdy zimno, wieje lub pada - idziemy śpiewając i tańcząc - to taki specjalny dzień kiedy pozwalamy sobie na wiele szaleństw ;-) odwiedzamy znajomych w różnych punktach,
 

nasz hufiec,

a wieczorem uczestniczymy w światełku do nieba rozdając zimne ognie, a w tym roku ciastka. Koncerty to też ważny punkt wieńczący sukces tego dnia,

czasem kończy się tak:

Staram się uwrażliwić córkę na drugiego człowieka, rozmawiamy o pomaganiu i wsparciu jakie potrzebują chorzy i ich bliscy. Ostatnio spotkałyśmy na mieście Panią która zbierała na chleb, zabrałam ja do piekarni i kupiłam chleb i coś do niego - w oczach Zosi byłam wtedy bohaterem-widziałam to! Zosia zadaje dużo pytań, staram się na wszystkie odpowiadać i pomagać jej poukładać w główce czym jest miłość do bliźniego a dewiza ''nie rób drugiemu co tobie nie miłe'' ma być jej drogowskazem.