Ponownie odwiedziłyśmy ośrodek narciarski Dwie Doliny.
Mimo planów, z tatą się nie udało, ale tym razem towarzyszyła nam moja koleżanka z dwoma synami. Zosia trzecią z rzędu przygodę narciarska rozpoczęła od lekcji z instruktorem i przyznam tu, że to jest niezwykle ważne.
Doświadczyłyśmy na przykładzie innych jak można przeliczyć swoje siły na zamiary. Mam nadzieję, że moja córka wyciągnie z tego życiową lekcję, nie ma co się oszukiwać i udawać że po jednym pobycie na nartach jest się już mistrzem świata i okolic. Trzeba dla własnej spokojności przypomnieć sobie podstawy, zrobić rozgrzewkę a nie huzia na Józia ;-).
Pierwszego dnia pojechaliśmy na naszą ulubioną trasę Szczawnik II i tam spędziłyśmy uroczy dzień. Jazda tam jest łagodna i sprawia nam dużą przyjemność. Ale zbyt łatwo być nie może, wracać należy najtrudniejszą dla nas trasą, dziś już przypomnianą przy pani instruktor :-).
Po poprzedniej nocy, kiedy to przeżyliśmy ''ćwiczenia z ewakuacji z dymiącego się autokaru na autostradzie'', dniu pełnym emocji i wrażeń spędziłyśmy roześmiany wieczór na zajęciach w tzw podgrupach.
Drugi dzień był pod hasłem odrabiania zadań które dostałyśmy od swoich instruktorek, (bo, ja w tym roku też wykupiłam sobie godzinę - ta szkoła już pięć razy z rzędu uzyskała tytuł najlepszej szkoły narciarskiej w Polsce, i chciałam też by ktoś fachowym okiem ocenił moje umiejętności, ponieważ jestem samoukiem). Ćwiczyłyśmy sumiennie, jeździłyśmy wykonując ćwiczenia na różnej trudności trasach. Dzień zakończony tradycyjnie na dole w barze na szarlotce ;-).
Po powrocie do pensjonatu, kolacji i krótkim odpoczynku ruszyliśmy na zaplanowaną atrakcję w postaci kuligu, ogniska itp. Śpiewom i Śmiechom nie było końca.
Dłuugi to był wieczór, skutki odczuwalne następnego dnia :P ale nie ma, że boli, że niedziela. Od 9:30 na stoku i tak do obiadu i powrotu do domu. Zosia szczęśliwa, ja również. Tym razem bez żadnej kontuzji, warunki narciarskie świetne szkoda tylko że czasu i kasy nie starcza na dłużej i więcej. Postaramy się jak zima pozwoli odwiedzić górę Kamieńsk i jeszcze raz poczuć tą narciarską moc ;-)
W drodze powrotnej do domu, spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka i atrakcja,ponieważ spotkaliśmy ekipę aktorów i Zosia miała okazję zrobić pamiątkowe zdjęcie
z jednym z braci Mroczków.
piątek, 27 stycznia 2017
Gramy z pompą
Gdy kilka lat temu ponownie zgłosiłam się do organizacji imprezy w ramach finału WOŚP hasłem przewodnim było ''Gramy z pompą''.
Dotyczyło to zbierania na pompy insulinowe dla najmłodszych, ale mnie to też zagrało bo ja właśnie organizowałam wieczór koncertów. Bardzo mi podpasował ten tekst i ja jakoś co roku mam poczucie że włączając się do akcji gram z pompą ;-). Wtedy też Zosia po raz pierwszy była wolontariuszem.
Od tego czasu kontynuujemy to. Nigdy jej nie zmuszam, w listopadzie/grudniu ma podjąć decyzję czy zgłaszamy ją jako wolontariusza i dopóki będzie wyrażać wolę ja nie będę jej zabraniać. Jednakże jestem konsekwentna i zgłoszenie oznacza że nie ma szans na lenistwo i rzetelnie trzeba do sprawy podejść. Rano idziemy po identyfikator i puszkę, zbieramy idąc przez miasto i mówiąc do każdej napotkanej osoby piękne i szeroko uśmiechnięte ''dzień dobry''. Miny ludzi są czasem bezcenne ;-) ale zazwyczaj odpowiadają równie szerokim uśmiechem więc wszystkim się robi miło. Spacerujemy do czasu mszy dziecięcej w naszej parafii (chowamy identyfikator i puszkę) i udowadniamy sobie i przeciwnikom że da się wszystkie idee połączyć jak się chce ;-). Po obiedzie marsz po mieście ciąg dalszy- gdy zimno, wieje lub pada - idziemy śpiewając i tańcząc - to taki specjalny dzień kiedy pozwalamy sobie na wiele szaleństw ;-) odwiedzamy znajomych w różnych punktach,
nasz hufiec,
a wieczorem uczestniczymy w światełku do nieba rozdając zimne ognie, a w tym roku ciastka. Koncerty to też ważny punkt wieńczący sukces tego dnia,
czasem kończy się tak:
Staram się uwrażliwić córkę na drugiego człowieka, rozmawiamy o pomaganiu i wsparciu jakie potrzebują chorzy i ich bliscy. Ostatnio spotkałyśmy na mieście Panią która zbierała na chleb, zabrałam ja do piekarni i kupiłam chleb i coś do niego - w oczach Zosi byłam wtedy bohaterem-widziałam to! Zosia zadaje dużo pytań, staram się na wszystkie odpowiadać i pomagać jej poukładać w główce czym jest miłość do bliźniego a dewiza ''nie rób drugiemu co tobie nie miłe'' ma być jej drogowskazem.
Dotyczyło to zbierania na pompy insulinowe dla najmłodszych, ale mnie to też zagrało bo ja właśnie organizowałam wieczór koncertów. Bardzo mi podpasował ten tekst i ja jakoś co roku mam poczucie że włączając się do akcji gram z pompą ;-). Wtedy też Zosia po raz pierwszy była wolontariuszem.
Od tego czasu kontynuujemy to. Nigdy jej nie zmuszam, w listopadzie/grudniu ma podjąć decyzję czy zgłaszamy ją jako wolontariusza i dopóki będzie wyrażać wolę ja nie będę jej zabraniać. Jednakże jestem konsekwentna i zgłoszenie oznacza że nie ma szans na lenistwo i rzetelnie trzeba do sprawy podejść. Rano idziemy po identyfikator i puszkę, zbieramy idąc przez miasto i mówiąc do każdej napotkanej osoby piękne i szeroko uśmiechnięte ''dzień dobry''. Miny ludzi są czasem bezcenne ;-) ale zazwyczaj odpowiadają równie szerokim uśmiechem więc wszystkim się robi miło. Spacerujemy do czasu mszy dziecięcej w naszej parafii (chowamy identyfikator i puszkę) i udowadniamy sobie i przeciwnikom że da się wszystkie idee połączyć jak się chce ;-). Po obiedzie marsz po mieście ciąg dalszy- gdy zimno, wieje lub pada - idziemy śpiewając i tańcząc - to taki specjalny dzień kiedy pozwalamy sobie na wiele szaleństw ;-) odwiedzamy znajomych w różnych punktach,
nasz hufiec,
a wieczorem uczestniczymy w światełku do nieba rozdając zimne ognie, a w tym roku ciastka. Koncerty to też ważny punkt wieńczący sukces tego dnia,
czasem kończy się tak:
Staram się uwrażliwić córkę na drugiego człowieka, rozmawiamy o pomaganiu i wsparciu jakie potrzebują chorzy i ich bliscy. Ostatnio spotkałyśmy na mieście Panią która zbierała na chleb, zabrałam ja do piekarni i kupiłam chleb i coś do niego - w oczach Zosi byłam wtedy bohaterem-widziałam to! Zosia zadaje dużo pytań, staram się na wszystkie odpowiadać i pomagać jej poukładać w główce czym jest miłość do bliźniego a dewiza ''nie rób drugiemu co tobie nie miłe'' ma być jej drogowskazem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







