Pojechaliśmy. Niestety, jak dotarliśmy na miejsce, inscenizacja trwała już od
kilku minut.
Impreza odbywa się na rozległym terenie, z dużym rozmachem. Wiele grup rekonstrukcyjnych, ze starannie wykonanymi strojami i ekwipunkiemm.
Naprawdę dużo wybuchów, wystrzałów, nie żałowali prochu. Wskazane są zatyczki do uszu lub słuchawki akustyczne dla dzieci. Żeby mieć naprawdę fajne widoczność, należy przyjechać z godzinę wcześniej. My tak nie zrobiliśmy więc, nie staliśmy w miejscu tylko chodziliśmy w różne miejsca, także by znaleźć lepszą widoczność i trochę cienia.
Było tak gorąco, że dominującą myślą była "water luu" na głowę, do gardła, wszystko jedno byle się schłodzić.
Już myślałam, że moja nastolatka, mała panienka, przedłoży wygodę, komfort, klimatyzację w aucie nad chęć zwiedzania dalej. Ale, na szczęście pomysł taty by pójść do restauracji i przeczekać tłum ludzi rozjeżdzających się po skończonym show, rozładował atmosferę i napełnił brzuszki.
Mogliśmy wrócić na szlak. Kupiliśmy bilety wstępu i poszliśmy najpierw zwiedzać muzeum "Memorial 1815". W cenie biletu zawarty jest audioprzewonik, który potem okaże się istotny przy uruchamianiu różnych ekspozycji. Muzeum w pełni multimedialne i bardzo nowoczestne. Dużo projekcji uruchamia się właśnie przykładając audioprzewodnik. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia.
Po wyjściu z Memorialu poszliśmy zobaczyć belgijską panoramę. Wyczytałam w Internecie że jest niewiele mniejsza od naszej Racławickiej. Ale z wyglądu, z aranżacji otoczenia nawet się nie umywa. Wrocławska Panorama po prostu zapiera dech w piersiach, ta tutaj, hm, nic się we mnie nie zmieniło po tej wizycie.
Kolejnym punktem był kopiec lwa. Policzłyśmy z Zosią 250stopni.
Na koniec lody. Miły dzień. Waterloo warto odwiedzić







