czwartek, 15 sierpnia 2019

Niebieskie źródła

Udało się wreszcie namówić moją nastolatkę na wycieczkę w okolice Tomaszowa Maz do rezerwatu "Niebieskie źródła".
Trochę to teraz trudne jest, bo niestety nadszedł czas ostrego konkurowania z Tv i YT.
Tyle czasu poświecałam na uwrazliwienie córki na przyrodę itp ale obecnie muszą przetrwać okres kiedy Zosia ma inne autorytety :P
Pojechaliśmy na spokojnie, cała rodziną, z pieskiem.
Miły spacer w leśnym anturażu w gorące niedzielne popołudnie okazał się doskonałym pomysłem.

Trasa spacerowa doskonała, dużo ławek, las, wzdłóż dzikiej rzeki no i zwieńczona urokliwym rozlewiskiem z niebieskimi źródłami. Piękna sprawa.
Woda krystalicznie czysta, i jeżeli przepływające kaczki nie zakłucą prostoty tafli wody można dostrzec małe piaskowe gejzery z których wybija woda. Wszystko przybiera niebieskiego koloru że względu na właściwości chemiczne ziemi tu występującej i odbicie światła słonecznego od tafli wody.

Przy parkingu, nieco z boku, jest wejście do Skansenu Rzeki Pilicy. I tu już moja córka, skoro już została wyciągnięta z domu, bardzo chętnie poszła.
Pozytywne miejsce.
Tematyka jest podzielona na trzy działy: historie i znaleziska zwiazane z rzeką Pilicą, historia młynarstwa wodnego,
oraz hustoria II wojny światowej.



Można i pozwiedzać odrestaurowaną poczekalnię dworcową z dawnej koleji Polsko-Wiedeńskiej, świetlice, młyny. Jest wiele modeli młynów wodnych oraz co mnie zaskoczyło, pływający młyn wodny. Jest wiele eksponatów, akcesoriów związanych z II w. światową. Począwszy od amunicji, broni, po pojazdy wojskowe, czołgi oraz bunkier wraz z okopami.
Byli też państwo, którzy zdradzali tajniki swoich rzemiosł. Pan od rzeźbiarstwa i Pani malarka. Mili i z dużą cierpliwością do dzieci.

Kolejna miła wycieczka za nami, polecam miejsce każdemu w każdym wieku, z wózkiem i z pieskiem do wyboru do koloru.

środa, 7 sierpnia 2019

Czescy Kochankowie

Ponownie udało nam się wrócić w Karkonosze. Tym razem za cel obrałyśmy Adrspachskie Skalne Miasto. Po pobycie pięć lat temu w Teplicach i mocnym postanowieniu powrotu, chciałyśmy poznac nową trasę.
Pojechałysmy we trzy, razem z Zosi kuzynką.
Jadąc od strony Polskiej, przejście w Tlumaczowie, mija się Teplice, kilka kilometrów dalej, jest wejście do Adrspachskiego Skalnego Miasta. Parkingów jest dużo, miejskie i prywatne. Jedne i drugie płatne. Ale dbają o turystów, nawet Miejscy Policjanci kierują na wolne parkingi.
Przy kupnie biletów (mimo naprawdę rzeszy turystow, ruch jest płynny i nie czekałyśmy w kolejce) otrzymałyśmy mapkę szlaków .

Na dzień dobry przywitało nas turkusowe jeziorko, które upewniło nas, że jesteśmy w magicznym miejscu. Wokół jeziorka prowadzi niebieska trasa, my jednak zostawiłyśmy je na poźniej i ruszyłyśmy trasą zieloną.
3.5 kilometrowa pętla biegnie wzdłuż najpiękniejszych i najbardziej znanych formacji skalnych.
Mijałyśmy Dzban, Głowę Cukru, Rynek Słoni.
Przeszłyśmy przez gotycką bramę z 1839.
Wśród przepięknych okoliczności przyrody, ciesząc oczy zarówno górotworami jak i roślinnością dotarłyśmy do miejsca gdzie sprzedawano bilety na rejs łódką. Tutaj kolejka była, ale po około 30 minutach przyszła naszą kolej, by zasiąść w 50cio osobowej łodzi flisackiej.
Flisacy mówią w kilku językach, ponieważ przeważali turyści polscy, ten niezwłocznie zaczął zabawiać nas opowieściami "z mchu i paproci". Ubaw mieliśmy setny i była to naprawdę urocza część przygody. Gorąco polecam rejs po tym 300 metrowym jeziorku (kamieniołom zalany wodą, jesienią woda jest spuszczana).

Po rejsie wrociłyśmy na zielony szlak, do wielkiego wodospadu. Tym razem, chyba przez suszę, woda ledwie siąpiła po kamieniach.

Następna część trasy to trochę ostrych podejść, licznych schodów, które nas nieco zmęczyły, nie ukrywam. Dotarłyśmy w końcu do miejsca skąd jest widok na tzw. Wielką Panoramę, to tutaj są sławni Kochankowie, a idąc dalej Starościna i Starosta.
Formacje skalne mają te ponad 100 m wysokości. Ja jednak w tym miejscu muszę oddać hołd teplickiej panoramie, tamta wmurowuje, zatyka dech w piersiach, co chcecie.
Później jeszcze musiałyśmy przejść przez tak zwaną "myślą dziurkę", czyli wąski przemyk miejscami szerokosci 50cm.
Potem lasem powrót do początku.
Trochę zmęczone ale ani myślałyśmy o odpuszczeniu niebieskiego szlaku wokół jeziorka.
Tutaj nieco wolniejszym tempem, co chwilę robiąc przerwy na zdjęcia-widok oszałamiający, obeszłyśmy wokoło szmaragdowe jeziorko, na koniec jeszcze wypatrzyłyśmy około metrowe ryby !
Szczęśliwe opuściłyśmy adrspachski park. Za parę minut, mnie, udało się podnieść nam ciśnienie,gdyż zgubiłam gdzieś telefon. Uczciwi Czesi jednak oddali go do punktu informacji, skąd odebrałam i pojechałyśmy na obiad.
Podsumowując, Adrspach to piękne Skalne Miasto, zbudowane z piaskowca, z monumentalnymi ścianami sięgającymi 100 metrów. Znajdziemy tu również wodospady, szmaragdowe jezioro i pejzaże zapierające dech w piersiach. Zdecydowanie polecam!


Ps. Przypomniało mi się, że można wchodzić z psami za niewielką opłatą. To czasem ważna informacja, jak się nie ma co zrobić z czworonogiem.

środa, 3 lipca 2019

Water luu

Wyczytałam w Internecie, że pod koniec czerwca odbywa się inscenizacja bitwy pod Waterloo. Ponieważ, dość dawno nie byłyśmy w żadnym nowym miejscu, rodzina była chętna na wycieczkę.
Pojechaliśmy. Niestety, jak dotarliśmy na miejsce, inscenizacja trwała już od
kilku minut.
Impreza odbywa się na rozległym terenie, z dużym rozmachem. Wiele grup rekonstrukcyjnych, ze starannie wykonanymi strojami i ekwipunkiemm.
Naprawdę dużo wybuchów, wystrzałów, nie żałowali prochu. Wskazane są zatyczki do uszu lub słuchawki akustyczne dla dzieci. Żeby mieć naprawdę fajne widoczność, należy przyjechać z godzinę wcześniej. My tak nie zrobiliśmy więc, nie staliśmy w miejscu tylko chodziliśmy w różne miejsca, także by znaleźć lepszą widoczność i trochę cienia.

Było tak gorąco, że dominującą myślą była "water luu" na głowę, do gardła, wszystko jedno byle się schłodzić.
Już myślałam, że moja nastolatka, mała panienka, przedłoży wygodę, komfort, klimatyzację w aucie nad chęć zwiedzania dalej. Ale, na szczęście pomysł taty by pójść do restauracji i przeczekać tłum ludzi rozjeżdzających się po skończonym show, rozładował atmosferę i napełnił brzuszki.




Mogliśmy wrócić na szlak. Kupiliśmy bilety wstępu i poszliśmy najpierw zwiedzać muzeum "Memorial 1815". W cenie biletu zawarty jest audioprzewonik, który potem okaże się istotny przy uruchamianiu różnych ekspozycji. Muzeum w pełni multimedialne i bardzo nowoczestne. Dużo projekcji uruchamia się właśnie przykładając audioprzewodnik. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia.
Po wyjściu z Memorialu poszliśmy zobaczyć belgijską panoramę. Wyczytałam w Internecie że jest niewiele mniejsza od naszej Racławickiej. Ale z wyglądu, z aranżacji otoczenia nawet się nie umywa. Wrocławska Panorama po prostu zapiera dech w piersiach, ta tutaj, hm, nic się we mnie nie zmieniło po tej wizycie.

Kolejnym punktem był kopiec lwa. Policzłyśmy z Zosią 250stopni.

Fajne wyzwanie. Polecam.

Na koniec lody. Miły dzień. Waterloo warto odwiedzić

Wybory czyli nauka patriotyzmu.

Przypomniało mi się jak w pierwszej klasie Zosia wróciła ze szkoły i  powiedziała, że Pani Beata ją pochwaliła, bo zna wszystkie zwrotki Hymnu:
- mamo, Pani powiedziała że to "niewybałe" :-)
Nie, żebym jakąś specjalną naukę stosowała, po prostu hymn i kolędy to były Zosi ulubione piosenki. W okolicach czerwca chowałam płyty z kolędami bo obawiałam się co sobie sąsiedzi o nas pomyślą :P
Dobra, wracamy do bieżących wydarzeń. Akurat na weekend z wyborami do parlamentu europejskiego, przyjechała do nas siostra mojego męża ze szwagrem. Było nas już czworo uprawnionych do głosowania, więc zaproponowałam wycieczkę do ambasady polskiej. Nikt z nas jeszcze nie był w takiej instytucji, a ja pomyślałam, że Zosi obywatelce Polski mieszkającej za granicą kiedyś może się taka wiedza przydać.
W dzień poprzedzający, szwagier upadł nieszczęśliwie i złamał rękę.
Pojechaliśmy zatem we troje dając dziecku dobry obywatelski przykład. Pobyt w Brukseli należało okrasić wyjaśnieniem co to jest Parlament Europejski i wizytą w tymże.


Potem jeszcze szybki rzut oka na imponujący budynek Komisji Europejskiej i do domu.



Jeśli o mnie chodzi to moje cele w Brukseli mam już odwiedzone, ale kto wie może szwagier wybierze się na kolejne wybory więc może coś jeszcze wynajdę do zwiedzania :-).