niedziela, 30 października 2016
Wrzesień jesień co przeplata...
Przyszła jesień, a z nią mnóstwo obowiązków, zajęć i coraz mniej możliwości pojechania gdzieś i poznawania nowych miejsc. Moją dewizą jest być elastycznym, wyszło mi zatem: jesień + ładna pogoda = grzybki.
Zapakowałyśmy się więc wraz z psem do samochodu i pojechaliśmy do lasu na grzyby. Wspólne spacerowanie sprzyja rozmowom. No tak, bo las to cisza, ale las i dziecko, gadające jak tylko otworzy oczy, oznacza, że ciszy nie będzie.
Trzeba więc obrócić to w zaletę. Można wykorzystać to i wyciągać ze smyka dużo ciekawych rzeczy z życia szkoły itp itd. Również dziecko ma szansę na zadawanie pytań, na które w codziennej gonitwie nie ma czasu. Rozmawiamy sobie z Zochą o przeróżnych sprawach. Jednocześnie uczę ją zabierania grzybów, ich rozpoznawania oraz tego jak rosną gdzie zbierać, jak szukać.
Dużą dumę wzbudza we mnie widok jak moja córka doskonale sobie z tym radzi. Jesień to też czas melancholii, więc zdarza mi się zadumać nad tym jakie to miłe że kiedyś ten mały człowieczek będzie miał swoje dziecko i będzie mogła je też uczyć tego czego nauczyła ją mama...
Wracając do pobytu w lesie, zdarzyło się też że obserwując las i jego "obyczaje" Zosia wypatrzy zagadnianie, na które ja nie znam odpowiedzi. Wracamy do domu i szukamy w atlasie grzybów lub w internecie. W ten sposob obie się czegoś uczymy i czerpiemy z tego ogromną radość. Jestem rodziem, który nie ma problemu z przyznaniem się do niewiedzy w jakimś temacie, uczę córkę jednocześnie, że nie wiedzieć nie jest czymś złym, ważne jest wiedzieć gdzie i jak szukać informacji i mieć w sobie tę ciekawość do poznawania nowego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz