wtorek, 14 lutego 2017

Góra Kamieńsk

No i udało się! Czas, kasa i pogoda sprzyjały i pojechaliśmy na górę Kamieńsk :-)
Góra w centralnej Polsce, koło Bełchatowa, sztuczny twór stworzony przez człowieka (dokladniej przez PGE). Wydawać by się mogło że sztuczne to nie warte uwagi itp. Nic bardziej mylnego. Warunki narciarskie całkiem przyzwoite.
Trzy wyciągi, dwa orczyki i krzesełko 4os. Cztery trasy w tym jedna szkoleniowa. Trzy pozostałe to jedna niebieska i dwie częściowo czerwone.
Oczywiście,że można wybrzydzać,ale lepszy rydz niż nic. My spedziłyśmy tam cały jeden dzień i nie narzekamy. Jedynym minusem, niestety dużym, były kolejki do wyciągów. Byłyśmy w niedzielę, pewnie w inne dni jest lepiej. Ale czas na nartach i klimat temu towarzyszący udało nam się odczuć. Radość, energia, wiatr szczypiący w policzki wszystko było. Bardzo udany dzień. Miejsce polecam, szczególnie dla tych którzy z różnych względów nie mogą wybrać się w góry. Infrastruktura gastronomiczno-sanitarno-narciarska też bez większych zastrzeżeń.Trzy punkty gastronomiczne, kilka parkingów, trzy wypożyczenie (zauważalnie kilku letni sprzęt, ale w jeździe to nie przeszkadzało; -) ). Urocza niedziela bardzo miło spędzona.
W drodze powrotnej niestety spotkała nas fatalna przygoda, ponieważ złapałyśmy gumę. Sam kapeć nie stanowiłby pewnie nic nadzwyczajnego ale tu mamusia dała popis mocy wart blondynki :P Ustalenie czemu nasz samochód dźwiękiem zaczyna przypominać helikopter, zajęło mi na tyle długo, że z opony nie zostało nic :P następnym koszmarem była 'babska' pewność o nie posiadaniu zapasu. A tu dookola las, ciemno i nie umiem za bardzo ustalić gdzie dokładnie jestem i dokąd ma przyjechać ekipa ratunkowa :P Gdy już wreszcie zlokalizowałam koło zapasowe i nawet posiadanie lewarka odkryłam brak niezbędnego klucza. Wrr. Pomogły jakieś dwie dziewczyny zatrzymane, wśród przejeżdżających aut. Były tak uczynne, że nawet do wuja po klucz odpowiedni pojechały. Za co jestem im ogromnie wdzięczna. Wspólnymi siłami dałyśmy radę we trzy, i koło zostało wymienione:-) Zosieńka doświadczyła jak wygląda ludzka bezinteresowna życzliwość wobec zupełnie obcych ludzi spotkanych przypadkiem, bedących w dużym kłopocie.  Jej harcerskie doswiadczenie wzbogaciło się o nową historię. Wszystko skończyło się szczęśliwie, do domu wrociłyśmy. Ja na swoje usprawiedliwienie dodam, że to był mój pierwsz raz z 'gumą'. Do tej pory słyszałam zawsze, ''na pewno poznasz jak złapiesz gumę''- otóż można nie poznać! na prawdę! A zdjęcia z mojego wyczynu nie wstawię, bo niechcący mój blog mógłby stać się najczęściej odwiedzanym :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz