wtorek, 6 września 2016
Wojna po sąsiedzku
Jak co roku, niedaleko Zduńskiej Woli, odbyła się inscenizacja walk wojennych, toczonych 4-5 września 1939 na terenie ziem Strońsko, Beleń, Zagurzyce.
To była 11 edycja. Trochę się obawiałam, czy Zosia po wizycie w Warszawie nie ma na jakiś czas dość tematyki wojennej, ale okazało się, że dziecko jest ciekawe i chętne do dalszego poznawania historii jakże przecież okrutnej (często powtarza sobie, że babcia miała 3latka jak wybuchła wojna a gdy się kończyła była w wieku prawie jak ona teraz). Widziałam też, że fakt bycia już prawie harcerką ma dla niej znaczenie, bo nawet miała chęć pojechać w mundurku ;-) Inscenizacja obejmuje trzy epizody.
Pierwszy ukazuje cierpienie ludnosci cywilnej zaskoczonej bliskością działań wojennych. Drugi i trzeci dotyczy obrony lini brzegu Warty przez Armię Łódź i Strzelców Kaniowskich przed nacierającymi Niemcami.
Tego typu inscenizacje zawsze, wywołują jakieś refleksje. Rozmawiałyśmy o tym jak trudno nam wytrzymać wśród huku karabinów i zrzucanych bomb przez 30 min, a wojna trwała 5 lat. Często Zosia dopytywała czy żołnierz który padł zabity tak naprawdę żyje i widziałam dużą ulgę na jej twarzy gdy już na koniec wszyscy się podnieśli i kłaniali widzom. Na inscenizacji w tym miejscu byłam pierwszy raz trzy lata temu. Byłam przekonana, że z racji widocznie rosnącej marki tego wydarzenia, tym razem będzie jeszcze lepiej. Tak się nie stało. Wiem, pod względem militarnym rozwój następuje duży, choć nie do końca się na tym znam. Widoczne są jednak sprzęty takie jak transporter opancerzony, czołg, pokazanie systemu przesuwania się oddziału żołnierzy po kilku do przodu, upadają na ziemię i osłaniają następnych sunących do przodu i tak na przemian. Największe wrażenie na widzach robił nadlatujący kilkukrotnie samolot niemiecki i zrzucający bomby. Wizualizacja wybuchów wznoszącej się ziemi, dźwięki temu towarzyszące przyprawiały o ciarki.
Ale trzy lata temu samoloty były dwa, lepiej też moim zdaniem pokazany był epizod z ludnością cywilną, bardziej działał na wyobraźnię. Nie mniej jednak kto nie był powinien zobaczyć, jestem zdania że jak ktoś coś robi, organizuje należy mu się szacunek za to że mu się chce i powinno się docenić jego pracę obecnością. Tak wiec odrobiłyśmy kolejną żywą lekcję historii, a na koniec Zosia stwierdziła, że chciałaby być w takiej grupie rekonstrukcyjnej. Wygląda wiec na to, że nie zniechęciłam mojej dziewięciolatki do poznawania historii, czego się lekko obawiałam, bo co za dużo...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz