Długi weekend z pogodą w kratkę wcale nie musi być nudny i przewidywalny. W czwartek wraz koleżanką i jej synem pojechaliśmy do ośrodka o nazwie Grobla - Kluki. Miejsce bardzo ładne wizualnie, widać że tworzył je ktoś z wizją.
Umiejętnie zostały wykorzystane walory przyrodnicze. Obeszlismy cały ośrodek - są domki, jest duża sala taneczna, gdzie wieczorami odbywają się imprezy, dyskoteki. Widać że cieszą się dużym uznaniem. Są przyjemne mosty spacerowe,
plac zabaw i wodospad
także do korzystania przez dzieciaki. Mają bardzo dobrą kuchnię, zjedliśmy pyszną rybę z sałatką. Jedyne czego nam tu brakowało to dzikość natury, tutaj jest ona od początku do końca okiełznana. Z uwagi na ten niedostatek przenieśliśmy się na opisywaną już przeze mnie Wawrzkowiznę. Las pozwolił nam się wyciszyć. Dzieci szybko popędziły do Parku Linowego.
To jest w ogóle, ciekawe zjawisko, jakieś tajemnicze wyzwanie. Zosia była trzy razy, trzy razy zakończyło się pomocą i nadal jest chyba pierwsza chętna by iść na park. Fajne to jest, jakiś niedościgniony zew. Później Franek poleciał do wody a Zosia na gokarty. My korzystałyśmy z uroków lasu. I tak błogo do wieczora. Drugi dzień córka spędziła na placu zabaw pod blokiem a ja w pracy. Trzeci dzień przyniósł brzydką pogodę więc calutki dzień grałyśmy w gry karciane i planszowe. Czacha dymiła od myślenia ;-) Niedzielę zaczełyśmy od wizyty "Miasteczku Złotnickiego", czyli inscenizacji odtworzonego naszego miasta z przełomu XIX i XXw. Ukazano wymierające zawody, i metody ich uprawiania, sposoby na spędzanie czasu przez dorosłych i dzieci. I tak Zosia była przez chwilę praczką,
przyznam że ja sama jak się zastanowiłam, że na takie pranie brało się ze dwa dni urlopu, to poczułam miłość do mojej pralki automatycznej. I nie powiem już że 1,15h to dlugo jak na pranie :P W innym miejscu przybliżano arkana zawodu tkaczki i prząśniczki,
ale największym przeżyciem była jazda na bicyklu!
Nawet ja się skusiłam ;-) jedyna taka okazja ;-)
Odtworzono także ogród jordanowski gdzie dzieci nie mogły wyjść z podziwu ile cierpliwości było potrzeba do np.nauczenia się tak prostej zabawy:
A jednak...cierpliwość potrzebna do gier komputerowych jest zupełnie inną miarą mierzona ; -)
Popołudnie spedziłyśmy z babcią i naszym psiakiem nad rzeką Grabią, rozpoczynając tym samym sezon grillowy ;-)
Weekend minął, jak każdy szybko, ale nie było nudno i nie było potrzeba urządzeń elektronicznych.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz