środa, 5 lipca 2017

Kraków

Kraków. Cudowne miejsce na ziemi. Tutaj można przyjechać i być i nic nie robić i jest bosko :-) my tu przejeżdżamy co kilka lat. Wcześniej uważałam, że Zosia jest za mała na zwiedzanie zabytków dlatego za pierwszym razem głównym miejscem docelowym był Smok Wawelski,
ale młodą urzekł Rynek. Po prostu. Nie miała nic przeciwko by tam spędzać długie godziny.
Wsiąkała w klimat i czerpała z niego garściami.
Za drugim razem zabrałam ją do kościoła Mariackiego.
Odpowiedziałam wszystkie legendy, łącznie z Historią Żółtej Ciżemki, była pod wrażeniem. Odwiedziłyśmy też Sukiennice. Spacer Plantami, nad brzegiem Wisły, krakowskimi uliczkami to zapewniali wójkowie, Oni wyznaczali trasy a my zachwyceni mogliśmy spacerować i słuchać opowieści bez końca. Teraz przyszedł czas na więcej czyli ...
Podróż była w cztery osoby, ja z Zosią i moja koleżanka z synem. W cztery osoby, jest często korzystniej finansowo, tzw bilety rodzinne. Tam gdzie się dało starałyśmy się korzystać ze zniżek, ale za to nie oszczędzałyśmy na przewodnikach, bo dzieci miały skorzystać, wynieść jak najwięcej. Pierwszego dnia, po zakwaterowaniu się w hotelu (znów skorzystałam z taniej oferty Ibis Budget 39zł/2os/24h), ruszyliśmy na starówkę. Po drodze poświęciliśmy czas Bramie Floriańskiej i Barbakanowi. Na rynku powitał nas hejnał z wieży w kościele Mariackim, gdzie też weszliśmy (na kilkanaście minut, jedynie, bo plan wycieczki napięty ), dalszą część mszy oglądaliśmy w malutkim kościele Św. Wojciecha, (w tym miejscu powstał pierwszy, drewniany, kościół w Krakowie). Po obiedzie, wracając Plantami w stronę hotelu, wstąpiliśmy do muzeum Czartoryskich. Po południu ruszyliśmy do Wieliczki, tutaj z przewodnikami spędziliśmy długie godziny, aż do późnego wieczora. Dzieci, i ja też, bo nie byłam wcześniej, byliśmy pod ogromnym wrażeniem czego czarującego miejsca. Misternie wyrzeźbione figury, obrazy, płaskorzeźby i całe komnaty zachwycają i każdy jest oczarowany. cudowne miejsce warte odwiedzenia.

Drugi dzień my, z moją córką, zaczęłyśmy od oglądania bibelotów w Sukiennicach, by po około godzinie już z Anią i jej synem wkroczyć w Podziemia Rynku-muzeum pod Sukiennicami właśnie. Tutaj zaskoczył nas brak audiobooków w języku Polskim, bo na stronie nie ma słowa o tym, że tylko zagraniczne. Ale nic to, trochę czytałyśmy trochę bez, oglądaliśmy i smyki były zadowolone. Ja przyznam, że po pobycie w muzeum Powstania Warszawskiego, to nie zrobiło już na mnie piorunującego wrażenia. Największe zdziwienie wywołało odkrycie, prac archeologicznych na obszarze całego rynku /miejsca, zdawałoby się nietykalnego/ całkiem niedawno, bo już w XXIw. Drogo nie jest, zajrzeć warto.
Kolejnym punktem tego dnia była wizyta w muzeum figur woskowych. Śmiechu tu było co nie miara, bo pozowaliśmy do różnych roli do zdjęć. Od sekretarki Pana Jaruzelskiego,
poprzez nauczycielkę Pani Moniki Radwańskiej,
aż po gości u Papieży.
Po obiedzie spotkaliśmy się z moim przyjacielem, który oprowadził nas po Kazimierzu aż na kładkę Ojca Bernatka, tam gdzie są kłódki miłości ;-)
Popołudniu czekała na nas pani przewodnik po Parku Doświadczeń Lema. Ciekawe miejsce w interesujący sposób pozwalające na poznawanie praw fizyki i świata przyrody.
Duże wrażenie na nas zrobiły telegraf akustyczny czy dwa zwierciadła prezentujące efekt nieskończoności.
Dzień pełen wrażeń zakończyliśmy w Parku Wodnym.
Trzeciego dnia od rana popędziliśmy do Muzeum Narodowego na spotkanie z historią, a dokładniej z Leonardem Da Vinci i jego Damą z Gronostajem, po czym przeszliśmy na wzgórze Wawelskie. Po drodze, jednak zahaczając o Franciszkańską. Należało dzieciom pokazać "okno papieskie" oraz mój ulubiony witraż Wyspiańskiego Bóg Ojciec,
ja jestem zakochana w tym witrażu.
Na Wawelu wypożyczyliśmy audiobooki do zwiedzania Katedry.
Moim zdaniem bardzo przyjemnie, głos opowiedział nam o Katedrze, grobach władców Polski  i znamienitych Polaków. Byliśmy dotknąć Dzwonu Zygmunta,
zajrzeliśmy w czeluści Muzeum Katedralnego.
 
Po krótkiej przerwie czekała na nas Pani przewodnik, która oprowadziła nas po Skarbcu i Zbrojowni oraz Apartamentach Królewskich, oraz druga po Reprezentacyjnych Komnatach Królewskich. Tak oto na zakończenie wpadliśmy w odwiedziny do Jaskini Smoka Wawelskiego,
by potem leniwym krokiem i niechętnie opuścić gród Kraka.

Szkoda, że doby nie da się rozciągnąć bo chętnie leniwie po-tkwilibyśmy, tam, w tamtym klimacie do teraz ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz