Od pierwszej naszej wizyty w Brukseli i ominięciu atomium, męczył mnie fakt nie odwiedzenia tego symbolu stolicy i postanowiłam dorobić do tego wycieczkę.
Pojechaliśmy zatem. Po wcześniejszym przestudiowaniu Internetu,ustaliłam, że najkorzystniej będzie na miejscu kupić bilet na trzy atrakcje razem, leżące w niedalekiej odległości. Zwiedzanie zaczęliśmy od Atomium właśnie. Konstrukcja modelu atomu żelaza, jako atrakcja zrobiona na Expo, podobnie jak wieża Eiffla miala zostać rozebrana po imprezie. Nie zrobiono tego jednak i przez 60lat tak wryła sie w koloryt miasta że stała się jego symbolem. Jednak dopiero po renowacji i wymianie elementów aluminiowych na ze stali nierdzewnej, udostępniono obiekt dla zwiedzających.
Powiem tak, z zewnątrz robi niesamowite wrażenie i poczucie, że bycie w środku dostarczy cudownych wrażeń. Po przejściu całości można doznać rozczarowania. Mało, za mało widać panoramę, to jest mój główny zarzut.
Kolejnym punktem programu był park miniatur Mini Europe.
Ogólnie bardzo ładnie, starannie, tylko strasznie biednie przedstawiono Polskę. Jak na tak duży kraj w Unii Europejskiej to Dwór Artusa, fontanna Neptuna i pomnik Trzech Krzyży ze zdjęciem Wałęsy to właściwie jak nic nie pokazać. Ale wymusili na mnie dwa postanowienia: muszę odwiedzić Londyn
i mini Europę koło Ząbkowic Śląskich - dla porównania.
Ostatnim punktem wycieczki był park wodny Oceade. Też nic nadzwyczajnego. Każdy punkt z dzisiejszego dnia zwiedzany osobno, byłby rozczarowniem ale w sumie trzy razy po trzy i pół daje ponad dychę i tak oceniamy naszą niedzielną wycieczkę. Do Brukseli wrócimy latem by zobaczyć dywan kwiatowy, ale o tym w innym poście.
.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz