Weekend słoneczny a jakże choć całe lato w porównaniu do poprzedniego to marniutkie było. Miły, słoneczny akcent na koniec nie mógł zostać więc zmarnowany-pojechałyśmy z córką i znajomymi nad wodę. Mało kto wie, że całkiem nie daleko w Łasku, na Grabi jest zrobione świetne kąpielisko. Polecam zwłaszcza dla osób z dziećmi. Rzeka Grabia nie ma silnego nurtu jak np. Warta, jest zatem bezpieczniejsza. Jest w miarę czysta, świadczą o tym widoczne ryby.
W miejscu rozlewiska, które to jest wykorzystane na kąpielisko nie jest głęboko, smyki zatem mogą się swobodnie bawić, tym bardziej, że wszystko pod okiem ratownika (kolejny puls tego miejsca). Są dwa tory, wyznaczone bojkami o długości 50m. Jest brodzik i plaża dla budowniczych z piasku ;-) Jest boisko do piłki plażowej, jest mini bar oferujący lody, napoje, frytki i hamburgery czyli podstawowe produkty przydatne nad wodą. Jest wreszcie mnóstwo zieleni, którą uwielbiam.
Uspokaja mnie widok płynącej wody i drzew wokoło. Przejeżdżamy tu z Zosią, czasem z jakąś koleżanką, od kilku lat, zdarzało się że grillowalyśmy sobie, też nikt nie zabrania. Dla osób mieszkających w blokach, nie posiadających działki jest to doskonałe rozwiązanie i jak już parę razy pokazałam nie trzeba jechać daleko. Tracić czas na podróż czasem warto rozejrzeć się po okolicy i wykorzystać co natura daje. Jak spędzić cały dzień na dworze bez internetu itp. ? Zabawa oczywiście nie może cały dzień być w wodzie. Zabieram ze sobą małego podróżnego chińczyka, zabieram mały notesik i taśmę klejącą do gry w "czoło" i zabieram karty. Ostatnio nauczyliśmy Zochę grać w różne gry min.w makao. Młody móżdżek świetnie liczy, kombinuje a ja mam radość widząc jak szare komórki pracują ; -) i nie przemówią do mnie teksty pt.że gra w karty to hazard itp ble ble. Dla mnie to czas spędzany z dzieckiem, często w gronie domowników, którzy nie gapią sie w TV lub monitor telefonu ;-), czas którego nie spędza się bezmyślnie bo trzeba logicznie myśleć i kombinować. Gra w "czoło" polega na odgadnięciu kim jestem, zadając pytania na które współgracze odpowiadają tak lub nie. Ustala się kategorię np.zwierzęta i nawzajem gracze wymyślają nazwy zwierząt, które zapisują na karteczce. Kartkę taśmą przykleja się do czoła, tak by posiadacz danej kartki nie wiedział co ma napisane-kim jest.
Teraz po kolei wszyscy gracze zadają pytania, tak sformułowane by można odpowiedzieć na nie tak lub nie. Np:"czy jestem zwierzęciem lądowym?" Itd. Pozostali gracze odpowiadają. Seria pytań trwa do czasu aż gracze nie odgadna co mają napisane na czole. Grę można poziomem dostosowywać do wieku graczy. Polecam, tutaj też dziecko myśli, zapamiętuje i często uczy się nowych rzeczy o zwierzętach roślinach itp.
Z uwagi na to iż czas rozpusty i laby czyli wakacji dobiega końca, należało wycieczkę zakończyć jakimś małym szaleństwem, zajechałyśmy na pyszną zapiekankę a tam niespodzianka-spotkanie z agamą brodatą.
Zosia z koleżanką były zachwycone zwierzaczkiem.
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Z górki na pazurki
Dziwne może się wydać pisanie w sierpniu o nartach, ale taki wyjazd nie jest niestety tani, więc może warto już zacząć odkładać kasę na ferie zimowe.
My z Zosią dwa lata temu, dałyśmy się namówić na taki długo weekendowy wypad zimą w góry. Stacja Narciarska Dwie Doliny. Wyjazd w czwartek powrót w ndz w nocy. Jechałyśmy pierwszy raz, liczyłam się z tym że może się okazać, że moja niespełna 8-latka nie będzie wcale na tyle odważna by zapał trwał dłużej niż kilka godzin. Nic bardziej mylnego.
Była tak nakręcona i podjarana, że po pierwszym dniu, kilku godzinach nauki opuściłyśmy "oślą łączkę" i pomknęłyśmy na łatwą trasę ale już normalnie w górach. To pomknęłyśmy, to może nie do końca adekwatne określenie, bo najpierw wjazd dułgalaśnym wyciągiem (chyba reklamują się że najdłuższy krzesełkowy wyciąg w Polsce) potem miałyśmy "kawałek" przejść na nogach i już :-)! Kawałek okazał się kawaliskiem (!) i szczęście Piotra, że nie nawinął mi się wtedy pod rękę. Umordowana, upocona niosąc narty swoje i Zosi w tych buciorach narciarskich dotarłam wreszcie na miejsce. Po odpoczynku zaczęłyśmy z Zosią zjazd i powiem szczerze, że już się na nikogo nie gniewałam. Dobrze ponad kilometrowa łagodna nartostrada była cudowna.
Zosia z każdą chwilą stawała się coraz bardziej pewna, odważna i przeszczęśliwa. To było wprost nie do uwierzenia, że to dziecko wczoraj założyło pierwszy raz narty na nogi. Wyciąg orczykowy nie stanowił żadnego problemu.
Przerwy na odpoczynek czy nawet na posiłek, a moja Zofia lubi pojeść, były przez nią tak skracane, że ja nie byłam w stanie kawy dopić :-).
Calutki dzień tam spędziłyśmy i do dziś to chyba najbardziej urocze wspomnienie dnia narciarskiego. Wracałyśmy już jadąc na nartach ten sam odcinek, który rano trzeba było pokonać na nogach. W następnym roku, za namową Piotra-organizatora, (który rok wcześniej sam uczył Zosie) wykupiłam Zosi godziną lekcję z instruktorem. Rzeczywiście warto. Polecam choć to niestety tanie nie jest. Po odświeżeniu pamięci ruszyłyśmy od razu, by zmierzyć się z demonem z przed roku i naturalnie dałyśmy radę zjechać dojechać samodzielne do wyciągów i tras, które rok wcześniej wygrały ze strachem i mama musiała targać sprzęt w rękach idąc na nogach. Ta sama nartostrada nie była już tak samo ekscytująca więc poznawałyśmy nowe.
Pewnym wyzwaniem okazała się trasa która wiedzie pod wyciągiem tym najdłuższym, którym wjeżdża się na górę i jadąc pięknie obserwuje. Na moje szczęście jak znalazłyśmy się pierwszy raz na górze był tam też Piotr, który z tegorocznymi uczniami właśnie zamierzał zjeżdżać na dół. Szybko wtryniłam mu i Zofię. Powiem szczerze, że jestem pewna, że gdyby nie On, Zośka by nie zjechała ze mną. Było by to co przed rokiem. Z innym dorosłym dziecko inaczej radzi sobie ze strachem, przy mamie można być miękkim a gdy jej nie ma,lub jest dalej (bo ja byłam, zjeżdżałam za nimi. I obserwowałam jak Piotr radzi sobie z ich strachem) dziecko się mobilizuje i jest twardsze. Zjechali, a ja za nimi podglądałam, w jaki sposób jada, na niektórych odcinkach i potem już mogłyśmy we dwie śmigać tą trasą.
Na trzeci z rzędu wyjazd planujemy zabrać tatę :-) i też zbieramy już forsę. Z porad praktycznych to jak pisałam, warto jest wykupić lekcję z instruktorem, fajnie mieć w plecaku coś ciepłego w termosie do picia, polecam tabliczkę czekolady, bo jest dobrym źródłem energii i motywatorem,"- a na dole czekolada" ; -). Kaski rękawiczki itp sprzęt doradzą w sklepach sportowych nie będę się wymądrzać ale nie zaniedbywać bo wypadki się zdarzają, byłyśmy świadkami. Z resztą Zosia też miała wypadeczek, wracając już na schodach, tak niefortunnie upadła, że narty, które niosła przytrzasnęły palec i było wybicie, ale nie groźne więc tylko w bajki i inne opowieści wstawiłyśmy. Skipassy całodniowe kupować już od pierwszego dnia, bo szkoda kasy na kilku-razowe zjazdy, bo to się kończy tak szybko że szybciej kasa z konta idzie. Ja jeżdżę z Sieradza, i jestem bardzo zadowolona i z organizacji warunków i atmosfery panującej od chwili startu autokaru do samego powrotu. Polecam
My z Zosią dwa lata temu, dałyśmy się namówić na taki długo weekendowy wypad zimą w góry. Stacja Narciarska Dwie Doliny. Wyjazd w czwartek powrót w ndz w nocy. Jechałyśmy pierwszy raz, liczyłam się z tym że może się okazać, że moja niespełna 8-latka nie będzie wcale na tyle odważna by zapał trwał dłużej niż kilka godzin. Nic bardziej mylnego.
Była tak nakręcona i podjarana, że po pierwszym dniu, kilku godzinach nauki opuściłyśmy "oślą łączkę" i pomknęłyśmy na łatwą trasę ale już normalnie w górach. To pomknęłyśmy, to może nie do końca adekwatne określenie, bo najpierw wjazd dułgalaśnym wyciągiem (chyba reklamują się że najdłuższy krzesełkowy wyciąg w Polsce) potem miałyśmy "kawałek" przejść na nogach i już :-)! Kawałek okazał się kawaliskiem (!) i szczęście Piotra, że nie nawinął mi się wtedy pod rękę. Umordowana, upocona niosąc narty swoje i Zosi w tych buciorach narciarskich dotarłam wreszcie na miejsce. Po odpoczynku zaczęłyśmy z Zosią zjazd i powiem szczerze, że już się na nikogo nie gniewałam. Dobrze ponad kilometrowa łagodna nartostrada była cudowna.
Zosia z każdą chwilą stawała się coraz bardziej pewna, odważna i przeszczęśliwa. To było wprost nie do uwierzenia, że to dziecko wczoraj założyło pierwszy raz narty na nogi. Wyciąg orczykowy nie stanowił żadnego problemu.
Przerwy na odpoczynek czy nawet na posiłek, a moja Zofia lubi pojeść, były przez nią tak skracane, że ja nie byłam w stanie kawy dopić :-).
Calutki dzień tam spędziłyśmy i do dziś to chyba najbardziej urocze wspomnienie dnia narciarskiego. Wracałyśmy już jadąc na nartach ten sam odcinek, który rano trzeba było pokonać na nogach. W następnym roku, za namową Piotra-organizatora, (który rok wcześniej sam uczył Zosie) wykupiłam Zosi godziną lekcję z instruktorem. Rzeczywiście warto. Polecam choć to niestety tanie nie jest. Po odświeżeniu pamięci ruszyłyśmy od razu, by zmierzyć się z demonem z przed roku i naturalnie dałyśmy radę zjechać dojechać samodzielne do wyciągów i tras, które rok wcześniej wygrały ze strachem i mama musiała targać sprzęt w rękach idąc na nogach. Ta sama nartostrada nie była już tak samo ekscytująca więc poznawałyśmy nowe.
Pewnym wyzwaniem okazała się trasa która wiedzie pod wyciągiem tym najdłuższym, którym wjeżdża się na górę i jadąc pięknie obserwuje. Na moje szczęście jak znalazłyśmy się pierwszy raz na górze był tam też Piotr, który z tegorocznymi uczniami właśnie zamierzał zjeżdżać na dół. Szybko wtryniłam mu i Zofię. Powiem szczerze, że jestem pewna, że gdyby nie On, Zośka by nie zjechała ze mną. Było by to co przed rokiem. Z innym dorosłym dziecko inaczej radzi sobie ze strachem, przy mamie można być miękkim a gdy jej nie ma,lub jest dalej (bo ja byłam, zjeżdżałam za nimi. I obserwowałam jak Piotr radzi sobie z ich strachem) dziecko się mobilizuje i jest twardsze. Zjechali, a ja za nimi podglądałam, w jaki sposób jada, na niektórych odcinkach i potem już mogłyśmy we dwie śmigać tą trasą.
Na trzeci z rzędu wyjazd planujemy zabrać tatę :-) i też zbieramy już forsę. Z porad praktycznych to jak pisałam, warto jest wykupić lekcję z instruktorem, fajnie mieć w plecaku coś ciepłego w termosie do picia, polecam tabliczkę czekolady, bo jest dobrym źródłem energii i motywatorem,"- a na dole czekolada" ; -). Kaski rękawiczki itp sprzęt doradzą w sklepach sportowych nie będę się wymądrzać ale nie zaniedbywać bo wypadki się zdarzają, byłyśmy świadkami. Z resztą Zosia też miała wypadeczek, wracając już na schodach, tak niefortunnie upadła, że narty, które niosła przytrzasnęły palec i było wybicie, ale nie groźne więc tylko w bajki i inne opowieści wstawiłyśmy. Skipassy całodniowe kupować już od pierwszego dnia, bo szkoda kasy na kilku-razowe zjazdy, bo to się kończy tak szybko że szybciej kasa z konta idzie. Ja jeżdżę z Sieradza, i jestem bardzo zadowolona i z organizacji warunków i atmosfery panującej od chwili startu autokaru do samego powrotu. Polecam
niedziela, 21 sierpnia 2016
Z Myszką Miki za pan brat
Od wielu lat marzyłam by móc zabrać dziecko do Disneylandu.
Najpierw myślałam o bratanicy, potem o chrzestniaku, spełniło się z własną córką :-) dodam, w tym miejscu, że to był mój pomysł na prezent komunijny. W czasach kiedy dzieci na długo przed komunią mają telefony, rowery, tablety itp.wydaje mi się, że najlepiej dać dziecku szczęśliwe wspomnienia. Tym sposobem zaproponowałam, że nie kupujemy Zosi przedmiotów tylko robimy zrzutkę na wyjazd do Eurodisneylandu. Pomysł przyklaśnięto i całą rodziną zafundowaliśmy nam wspomnienia jakich nikt nam nie odbierze ;-)
Jednodniowy pobyt to w tym miejscu, nie daje szans na zabawę na każdej atrakcji, tym bardziej, że prawie do każdej czeka się około godzinę do wejścia. Atrakcje są dla wszystkich i w każdym wieku. Niektóre z samej nazwy nie zdradzają co oferują i trochę podstępem znaleźliśmy się z Zosią na rollercoasterze. Duży czad. Kosmiczna podróż z pewnością zostanie zapamiętana przez nas i Zofię. Jeszcze większym zaskoczeniem okazały się windy w Hollywood Tower, w których poczułam brak grawitacji i no, cóż świadomie nie wsiądę tam już ani ja ani Zosia.
Pozostałe karuzele, statki, pociągi były starannie już wybierane przez córkę i żadne większe prędkości czy przechyły nie wchodziły w grę :-) Wiem, że mimo pewnej dozy strachu jaką tam zaliczyła będziemy latami z uśmiechem wspominać to bądź co bądź pozytywne uczucie grozy. Tym bardziej, że finałem każdego szaleńczego dnia w tym parku rozrywki jest parada gwiazd/postaci Walta Disneya. Natomiast uczestnictwo w niej i oglądanie robi wrażenie na każdej osobie niezależnie od wieku.
Dodatkową wisienką na torcie wspomnień jest wizyta u Myszki Miki. Tutaj dłużej niż w innych miejscach trzeba się naczekać. Czas umilają bajki na dużym ekranie. Ale jak już przyjdzie ten moment że zostajesz wezwany do pokoju Miki, każde spotkanie jest indywidualne, to Miki z dzieckiem wita się jak z najserdeczniejszym przyjacielem, długo wyczekiwanym i wytęsknionym.
Niesamowity widok, zresztą tam w każdym miejscu dzieci są traktowane wyjątkowo, do Zosi nikt się inaczej nie zwrócił jak ''princessa''. No i ta moja princessa ma wspomnienia i pamiątki mam nadzieję na zawsze :-)
Najpierw myślałam o bratanicy, potem o chrzestniaku, spełniło się z własną córką :-) dodam, w tym miejscu, że to był mój pomysł na prezent komunijny. W czasach kiedy dzieci na długo przed komunią mają telefony, rowery, tablety itp.wydaje mi się, że najlepiej dać dziecku szczęśliwe wspomnienia. Tym sposobem zaproponowałam, że nie kupujemy Zosi przedmiotów tylko robimy zrzutkę na wyjazd do Eurodisneylandu. Pomysł przyklaśnięto i całą rodziną zafundowaliśmy nam wspomnienia jakich nikt nam nie odbierze ;-)
Jednodniowy pobyt to w tym miejscu, nie daje szans na zabawę na każdej atrakcji, tym bardziej, że prawie do każdej czeka się około godzinę do wejścia. Atrakcje są dla wszystkich i w każdym wieku. Niektóre z samej nazwy nie zdradzają co oferują i trochę podstępem znaleźliśmy się z Zosią na rollercoasterze. Duży czad. Kosmiczna podróż z pewnością zostanie zapamiętana przez nas i Zofię. Jeszcze większym zaskoczeniem okazały się windy w Hollywood Tower, w których poczułam brak grawitacji i no, cóż świadomie nie wsiądę tam już ani ja ani Zosia.
Pozostałe karuzele, statki, pociągi były starannie już wybierane przez córkę i żadne większe prędkości czy przechyły nie wchodziły w grę :-) Wiem, że mimo pewnej dozy strachu jaką tam zaliczyła będziemy latami z uśmiechem wspominać to bądź co bądź pozytywne uczucie grozy. Tym bardziej, że finałem każdego szaleńczego dnia w tym parku rozrywki jest parada gwiazd/postaci Walta Disneya. Natomiast uczestnictwo w niej i oglądanie robi wrażenie na każdej osobie niezależnie od wieku.
Dodatkową wisienką na torcie wspomnień jest wizyta u Myszki Miki. Tutaj dłużej niż w innych miejscach trzeba się naczekać. Czas umilają bajki na dużym ekranie. Ale jak już przyjdzie ten moment że zostajesz wezwany do pokoju Miki, każde spotkanie jest indywidualne, to Miki z dzieckiem wita się jak z najserdeczniejszym przyjacielem, długo wyczekiwanym i wytęsknionym.
Z trampoliny w lego lub odwrotnie
Wizyta w nieodległej już tak bardzo (odkąd mam auto) Łodzi okazała się sukcesem. W sobotnie popołudnie ruszyłyśmy na poszukiwania szumnie w necie reklamowanej Wystawy Lego.
Reklamy krzyczą że największa w Polsce, ale jak się zacznie szperac w sieci okaże się, ze tak samo największa jest w Warszawie, Szczecinie i kilku innych miastach :/ Nic to, pojechałyśmy. Wystawa mieści się, w centrum handlowym Sukcesja. Po zakupieniu biletów znalazłyśmy się w świecie lego. Rety czego tam nie było, od plakatów gwiazd muzycznych
po postacie z bajek i Star War's.
Wystawa trwa do 30.10 i gorąco polecam wszystkim. Małym i dużym, miłośnikom literatury
-znajdziecie świat Harrego Pottera, Muminków,
miłośnikom sportu - duża figura Roberta Lewandowskiego promuje wystawę.
Można zrobić zdjęcie z Darth Vader
Niemałe wrażenie robi gigantyczna makieta Titanica zbudowana z 500000 elementów. Jest też mini kino oraz strefa do samodzielnego tworzenia z klocków. Dorośli w tym czasie mogą umilić sobie czekanie przy kawie z mini kawiarenki.
Innym punktem, który zachwycił moją córkę w tymże centrum handlowym jest Stacja Grawitacja czyli trampoliny. Oj powiem szczerze że nie umiem teraz powiedzieć co bardziej zachwyciło moją Zofię. Trampoliny na wszystkie sposoby, koszykówka, snowboard, wspinaczki itp.
Szaleństwo 45minutowe pozwoliło wyszumieć się dziecku do tego stopnia, że wierzcie lub nie, nie wchodziłyśmy do żadnego sklepu ani żadnej restauracji.
Reklamy krzyczą że największa w Polsce, ale jak się zacznie szperac w sieci okaże się, ze tak samo największa jest w Warszawie, Szczecinie i kilku innych miastach :/ Nic to, pojechałyśmy. Wystawa mieści się, w centrum handlowym Sukcesja. Po zakupieniu biletów znalazłyśmy się w świecie lego. Rety czego tam nie było, od plakatów gwiazd muzycznych
po postacie z bajek i Star War's.
Wystawa trwa do 30.10 i gorąco polecam wszystkim. Małym i dużym, miłośnikom literatury
-znajdziecie świat Harrego Pottera, Muminków,
miłośnikom sportu - duża figura Roberta Lewandowskiego promuje wystawę.
Można zrobić zdjęcie z Darth Vader
lub postaciami z lego Friends
Niemałe wrażenie robi gigantyczna makieta Titanica zbudowana z 500000 elementów. Jest też mini kino oraz strefa do samodzielnego tworzenia z klocków. Dorośli w tym czasie mogą umilić sobie czekanie przy kawie z mini kawiarenki.
Innym punktem, który zachwycił moją córkę w tymże centrum handlowym jest Stacja Grawitacja czyli trampoliny. Oj powiem szczerze że nie umiem teraz powiedzieć co bardziej zachwyciło moją Zofię. Trampoliny na wszystkie sposoby, koszykówka, snowboard, wspinaczki itp.
Szaleństwo 45minutowe pozwoliło wyszumieć się dziecku do tego stopnia, że wierzcie lub nie, nie wchodziłyśmy do żadnego sklepu ani żadnej restauracji.
Siusiający chłopiec
Bruksela.
Przyszedł czas na odwiedziny stolicy Belgii. Miasto jaki wiele europejskich stolic bardzo kosmopolityczne. Dzielnica Europejska była zupełnie poza naszymi zainteresowaniami więc tylko przyjechaliśmy przez nią. Gmach KE robi wrażenie. Główny plac Brukseli zaskoczył mnie wielkością. Jest mały, nie przeszkadza to by wcisnąć cały zachwycający wachlarz budowli. Dużą część stanowią cechy rzemieślnicze z bajecznymi fasadami. Ratusz i Dom Króla wyprawiają w zachwyt i zadumę jak kiedyś bez maszyn i obecnej technologii możliwe było tak misternie wykańczane budownictwo.
Godne uwagi są również katedra św.Guduli,
gigantyczna makieta atomu węgla Atomium
oraz symbol Brukseli Manneken Pis czyli siusiający chłopiec.
30cm figurka stała się do tego stopnia symbolem Brukseli, że nawet jest strojony w ubranka na państwowe święta a w Domu Króla na Ip. jest wystawa jego strojów. Dodatkowo wartym odwiedzenia jest muzeum samochodów Autoworld.
Przyszedł czas na odwiedziny stolicy Belgii. Miasto jaki wiele europejskich stolic bardzo kosmopolityczne. Dzielnica Europejska była zupełnie poza naszymi zainteresowaniami więc tylko przyjechaliśmy przez nią. Gmach KE robi wrażenie. Główny plac Brukseli zaskoczył mnie wielkością. Jest mały, nie przeszkadza to by wcisnąć cały zachwycający wachlarz budowli. Dużą część stanowią cechy rzemieślnicze z bajecznymi fasadami. Ratusz i Dom Króla wyprawiają w zachwyt i zadumę jak kiedyś bez maszyn i obecnej technologii możliwe było tak misternie wykańczane budownictwo.
Godne uwagi są również katedra św.Guduli,
gigantyczna makieta atomu węgla Atomium
oraz symbol Brukseli Manneken Pis czyli siusiający chłopiec.
30cm figurka stała się do tego stopnia symbolem Brukseli, że nawet jest strojony w ubranka na państwowe święta a w Domu Króla na Ip. jest wystawa jego strojów. Dodatkowo wartym odwiedzenia jest muzeum samochodów Autoworld.
Ogromna wystawa samochodów i pojazdów, bo są i karoce i dyliżansy od najdawniejszych czasów. Zosia która wcześniej na każde stare auto mówiła 'jakieś głupie' rozwinęła percepcję i odkryła nowy fascynujący świat starych aut. Polecam dla małych i dużych, dziewcząt i mężczyzn.
"Przefrówka do zagranicy"
Z czasem trzeba dziecku pokazać i inne kraje. Jak byłam mała to z kuzynem w zabawie jeździliśmy do "zagranicy", a skoro jest przejażdżka samochodem to i "przefrówka" samolotem ;-)
Wybrałyśmy się z Zosią bo Belgii.
Kraj czekolady, frytek i piwa. Zofię interesowało głównie to pierwsze, mnie to ostatnie. Zwiedzanie i odkrywanie tego kraju czynimy z Zosią niejako na raty, mając tam zapewnioną miłą miejscówkę i bazę wypadową.
Ostenda.
Belgijski kurort porównywalny do naszego Sopotu. Jest tu niezwykle szeroka piaszczysta plaża. Śmiem twierdzić że najszersza. Woda długo płytka, więc nawet ciepła, dużo drobnych i ładnych muszelek i skorup krabów.
Jest też długaśny bulwar oferujący mnogość atrakcji. Od oferty gastronomicznej, poprzez wypożyczalnie najróżniejszych pojazdów, po pamiątki. Część nadbrzeżna, portowa oferuje Akwarium, którego nie polecam, szkoda kasy, wielobarwne łodzie żaglowe oraz dwa statki do zwiedzania.
Pierwszym jest orginalny kuter rybacki przekształcony w muzeum i drugi, piękny żaglowiec - Mercator. Obok portu góruje zabytkowy dworzec kolejowy a troszkę na prawo śliczny kościół Św. Piotra i Pawła. Tego typu budowle nie przestają mnie zachwycać.
Z Ostendy rzut kamieniem ( 10min pociągiem) jest kolejna urokliwa miejscowość Brugia. Tu z kolei przychodzi na myśl skojarzenie z Wenecją.
Architektura przepiękna zachwycająca. Dwa rynki, jeden zabytkowy drugi nadal użytkowany administracyjnie. Odnosi się wrazenie jakby na jednym się nie mieściły te misternie ozdobione budynki i trzeba przenieść turystów w drugie miejsce, żeby nic nie umknęło ich uwadze. Podczas naszego pobytu odbywał się tu festiwal dań z owoców morza. Atmosfera luzu, swobody i życzliwości tak w skrócie można opisać jak się tam czułam, pomimo bycia w bądź co bądź obcym społeczeństwie.
Kolejnym miastem, które odwiedziliśmy i które gorąco polecam jest Gent (Gandawa). Miasto w którym, na starym mieście, w którąkolwiek stronę się nie popatrzy, budowle wprawiają w zachwyt i oczy się coraz to szerzej otwierają. No ale co tu dużo ukrywać, Belgów Niemcy nie zbombardowali tak jak nas i tu są zachowane cudeńka architektoniczne przyprawiające o zawrót głowy. Kościoły, katedry oraz zamek średniowieczny warto odwiedzić z dziećmi.
Jest też niemałą atrakcją rejs po kanale. Wiele jest stanowisk gdzie oferują rejsy na wieloosobowych łodziach. To miasto warto też odwiedzić wieczorem po zmierzchu. Wszystkie kamieniczki są podświetlane co razem z odbijającymi się w wodzie światłami robi niezapomniane wrażenie.
Wrócę jeszcze do zwiedzania Belgii w następnym poście.
Kraj czekolady, frytek i piwa. Zofię interesowało głównie to pierwsze, mnie to ostatnie. Zwiedzanie i odkrywanie tego kraju czynimy z Zosią niejako na raty, mając tam zapewnioną miłą miejscówkę i bazę wypadową.
Ostenda.
Belgijski kurort porównywalny do naszego Sopotu. Jest tu niezwykle szeroka piaszczysta plaża. Śmiem twierdzić że najszersza. Woda długo płytka, więc nawet ciepła, dużo drobnych i ładnych muszelek i skorup krabów.
Jest też długaśny bulwar oferujący mnogość atrakcji. Od oferty gastronomicznej, poprzez wypożyczalnie najróżniejszych pojazdów, po pamiątki. Część nadbrzeżna, portowa oferuje Akwarium, którego nie polecam, szkoda kasy, wielobarwne łodzie żaglowe oraz dwa statki do zwiedzania.
Pierwszym jest orginalny kuter rybacki przekształcony w muzeum i drugi, piękny żaglowiec - Mercator. Obok portu góruje zabytkowy dworzec kolejowy a troszkę na prawo śliczny kościół Św. Piotra i Pawła. Tego typu budowle nie przestają mnie zachwycać.
Z Ostendy rzut kamieniem ( 10min pociągiem) jest kolejna urokliwa miejscowość Brugia. Tu z kolei przychodzi na myśl skojarzenie z Wenecją.
Kolejnym miastem, które odwiedziliśmy i które gorąco polecam jest Gent (Gandawa). Miasto w którym, na starym mieście, w którąkolwiek stronę się nie popatrzy, budowle wprawiają w zachwyt i oczy się coraz to szerzej otwierają. No ale co tu dużo ukrywać, Belgów Niemcy nie zbombardowali tak jak nas i tu są zachowane cudeńka architektoniczne przyprawiające o zawrót głowy. Kościoły, katedry oraz zamek średniowieczny warto odwiedzić z dziećmi.
Jest też niemałą atrakcją rejs po kanale. Wiele jest stanowisk gdzie oferują rejsy na wieloosobowych łodziach. To miasto warto też odwiedzić wieczorem po zmierzchu. Wszystkie kamieniczki są podświetlane co razem z odbijającymi się w wodzie światłami robi niezapomniane wrażenie.
Wrócę jeszcze do zwiedzania Belgii w następnym poście.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

























