niedziela, 21 sierpnia 2016
Obóz czy łobuz ;-)
Rozpoczynając pisać bloga, nie do końca wiedziałam w którą stronę to pójdzie. Wydawało mi się,że będę opisywać i proponować krótkie wycieczki realizowane przeze mnie z córką tanim kosztem. Dziś wydaje mi się, że to pomysły i sposoby na pokazywanie młodemu człowiekowi świata i nauka wrażliwości. Pomysły na spędzanie czasu z dzieckiem w świecie z galopującym rozwojem techniki i technologii. A przecież świat to nie tylko Internet i żaden najnowszy sprzęt nie odda zapachu lasu po deszczu, nie pokaże różnorodności wyglądu mchów czy smaku, zapachu owoców lasu lub ziół. Nie nauczy wrażliwości na cuda architektury o zachodzie słońca czy po prostu dostrzeżenia ulotności chwil i patrzenia na drugiego człowieka. Obozy harcerskie/zuchowe są fantastyczną szkołą życia dla młodego "plastycznego tworu" jakim jest około dziewięciolatek.
Zosia była już drugi raz na obozie. Za każdym razem wraca szczęśliwa a ja obserwuję z dumą jak staje się dojrzalsza i doroślejsza. Miło jest słyszeć, "Pani córka jest taka samodzielna". Jest, lecz to się znikąd nie bierze. Dużo czasu poświęcałyśmy przed pierwszym obozem, by była samodzielna, nie zależna w myciu i czesaniu włosów itp.
Obozy dają jej lekcje, których mamowy parasol nie przepuściłby. Oglądając zdjęcia z obozu córki pomyślałam, że żadne kolonie zorganizowane w kilku gwiazdkowych hotelach nie dadzą i nie nauczą tyle naszych pociech. Szczęście malowane na buźkach jest jak najcenniejszy skarb. Czasem tylko rówieśnicy, czasem starsi koledzy, pomagający zdobywać nowe umiejętności i sprawności mogą dać to poczucie: zrobiłam to zupełnie sama bez mamy i taty i poradziłam sobie! A,że czasem brudne, że pogryzione przez komary, mój Boże, kto z nas nie był...niech pierwszy rzuci kamień ;-)
Być może trudno jest uwierzyć, ale taki smyk, żyje obozem jeszcze długo po powrocie. Opowieści, piosenki wciąż wychodzą na światło dzienne. Apropos piosenek, to też ciekawostkę odkryłam, że wiele piosenek jest nadal z "tamtych" lat i śpiewa mi Zosia "szpilką przypinasz do maty jak najcenniejszy skarb"-te dzieciaczki nie mają pojęcia o czym mowa. Nie ma nawet jak im pokazać bo dziś mat nie ma w domach. A powiedz, że się przypinało kolorowe paczki od papierosów, czekolad lub zbierało się puszki od piwa, rany, patrzą jak na kosmitów :-)
Także mój łobuz jeździ na obóz i uczy się życia, relacji międzyludzkich a ja obserwuję z boku i raduje się matczyne serce.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz